Norbert Redkie na Hawajach
Norbert Redkie na Hawajach
- dodano: 2009-02-02 14:24:50
Hawaje, Maui, Hookipa piekny słoneczny dzien. Zero wiatru. Już trzeci dzien nie wieje, nie wiemy co mamy ze soba zrobić. Chyba czas nauczyc sie pływać na surfingu. Hookpia jest za trudnym spotem I za bardzo obleganym żeby sie uczyć więc idziemy plaże dalej. Zejście do wody to ciągnąca się w nieskonczoność rafa która pocieła nam całe stopy ale fale na horyzoncie prezentują się idealnie żeby sie uczyć. Dziwi nas tylko brak ludzi. Rekiny to mit. Widziałem kilka małych, nie większych niż dłon, w sadzawkach obok plaży ale przecież żeby rekin kogoś ugryzł to trzeba mieć wyjątkowego pecha. Cały dzien jesteśmy w wodzie. Już po kilkunastu minutach udaje nam się łapać fale I stawać na deskach. Skręcanie okazuje się trudniejsze niz nam sie wydawało. Zmęcznie daje w kość. Robi się szaro, łapiemy ostanie fale I płyniemy w strone rafy. Trochę problemów z wyjściem z wody ponieważ fale zrobiły się większe I trochę nami miota na rafie. Teraz już jesteśmy cali pocięci. Plecy, stopy ramiona, dłonie. Wyglądamy jak jeden wielki tatar ale są to raczej zadrapania wiec nie ma co sie przejmować. Wieczorem piwo I jakaś ryba. Kłócimy sie komu udało sie złapać lepsze fale I modlimy się o wiatr ponieważ już zaczynamy podważać teorię że hawaje są super spotem. Wstajemy rano, nie wieje, nie ma fal. No k… co sie dzieje?! Przy sniadaniu odkrywamy ulotke o jakimś oceanarium więc nie wiele mysląc jedziemy popatrzeć na to co pływa pod naszymi deskami. Oceanarium to straszna kicha! Lody są tragiczne I w ogole nie ma prawie nic ciekawego, no może jednak troche ciekawostek jest ale wole chyba spędzać wakacje na wodzie a nie patrzać co jest pod nią. Zatrzymuje sie przy basenie z rekinami, budzą we mnie respekt. Nagle zagaduje mnie jakiś starszy pan pracujący w zwiedzanym oceanarium I pyta co tu robie. Odpowiadam ze pływam na windsurfingu I ucze się od wczoraj na surfingu, po kilku minutach rozmowy dopytuje się mnie gdzie pływam. Kanaha, Hookipa itd. Nagle dowiaduje się ze wczoraj między hookipą a plażą obok (czyli jeszcze na terenie hookipy) rekin zaatakował surfera, nic mu sie nie stalo ale ugryzł mu deskę. Powoli dociera do mnie wiadomość że w miejscu gdzie ja łapałem fale z rociętymi stopami rekin zaatakował jakiegoś faceta. Zaczynam sie dopytywać gdzie dokładnie powinno się pływać zeby mnie nie ugryzł na co pan odpowiada że tak naprawdę to one są wszędzie ale ostatnio najwięcej ataków było właśnie między hookipą a Mamas fish house. Własnie tam pływałem! Jak tylko wrociłem do domu wszystkie ranki polałem gencjaną żeby jak najszybciej sie zagoiły a zegarek który ma srebrną tarczę wsadziłem do szuflady żeby mnie tylko nie kusiło w nim pływać. Tak jak napisałem wcześniej, żeby cię ugryzł rekin trzeba mieć wyjątkowego pecha ale po co ja mam kusić los. Dodam na koniec że nigdy wcześniej tak szybko nie wchodziłem na deske jak dzien po wycieczce do oceanarium.
Norbert Redkie- Autor: Norbert Redkie
- www.surfordie.pl













