Klitmoller
Klitmoller
- dodano: 2009-02-02 14:24:50
Wyjechaliśmy w środę. Mieliśmy wyjechać o 5 rano, ale w końcu ruszyliśmy o w pół do trzeciej po południu. Team składał się z zawodników w różnych dziedzinach: Maciek Andrzejewski, Janek Kastory, Filip Fajans Matejak i Maciek Potwór/Małpa Stefańczyk. W busie 7 desek + jedna surfingowa i 11 żagli. Droga przebiegła nieźle. Obowiązkowy postój w Mac'u w Poznaniu, którego było strasznie trudno znaleźć, małe zakupy w Lidlu i ruszyliśmy dalej. Mieliśmy z tyłu łóżko, więc całą drogę dwóch spało, dwóch prowadziło. Do Klitmoller w Danii dojechaliśmy około 10 następnego dnia. Ulokowaliśmy się w tanim domku na polu kampingowym. Reszta dnia upłynęła na golfie na bunkrach na plaży, fikołkach z bunkrów i birbongach. Drugiego dnia z samego rana pojechaliśmy na pierwszy spot, czyli do portu w klitmoller. Już pływali. Żagle o powierzchni 4.0 były w sam raz. Padało i była mgła, ale po pół godzinie rozpogodziło się i trochę siadło. Ostatecznie otaklowaliśmy 4.7. Spot fajny. Lekki off-shore i fala wzdłuż brzegu około 3m. Plaża była strasznie kamienista i trochę pokaleczyła nam stopy. Maciek ustał spocka, Potwor i Faja vulcano.
Koło 12 Potwór dodzwonił się do mieszkających niedaleko braci Dziewięckich, którzy zabrali nas do Hansthollm. Pierwsze wrażenie na miejscu to idealny side-shore, fala 2,5 m (w normalnym kierunku) i trudny do opisania zapach duńskiej przetwórni ryb . Wszyscy latali na żaglach 3.7 do 4.0. My otaklowaliśmy 3.4, 3.7 i 4.0, Na wodzie był super poziom, gigantyczne backloopy, cheeserole i jazda na fali kilku gości dobrze nas nastroiła. Wieczorkiem sauna... Dobry dzień.
W sobotę znów wylądowaliśmy w Hansthollm. Wiało 35-45 węzłów i było 12 stopni. W grę wchodziło tylko 3.4 i 3.7. Fala około 3.5 – 4 metry, ale dużo bardziej równomierna i o bardzo dużym okresie około 6 sekund. Lataliśmy Maciek kręcił na kamerze. Potwór załapał parę fajnych jazd z falą i gonitwę za sprzętem z 500 metrów. Konkretnie go zmieliło i zrezygnował z reszty dnia. Faja zrobił wielką próbę do backloopa. Niekontrolowaną i nieustaną, ale wyleciał nieźle. Ja trochę poskakałem, ale raz niestety straciłem zestaw 4 metry nad wodą i zrobiłem niekontrolowane salto bez zestawu. Poza tym plaża była niebieska od ruskiego transportu Shamto, który wyskoczył za burtę. Po 4h pływania strasznie zmarzliśmy, wiec spakowaliśmy się i zaczęliśmy wracać.
Po drodze, wzdłuż pobocza stało strasznie dużo samochodów, jakby Duńczycy zbierali mule. Okazało się, że szampony opuściły pokład w butach Nike'a. Kontenery pospadały ze statku transportującego towary. Może jutro też nam się uda coś znaleźć…
Wracając spotkaliśmy jeszcze Marchewę (kajciarz-legenda) i Osziego, który zaliczał nam egzaminy na instruktora windsurfingu w tym sezonie. Dopiero przyjechali, a my już wyjeżdżamy. Szkoda, że się mijamy.
Dziś był ostatni dzień. Długo się pakowaliśmy, ale udało sie 2h popływać. Wiatr się trochę odkręcił, wiec pływaliśmy w Klitmoller w porcie, fala też była mniejsza i wiało na 5 metrowe żagle. Przy brzegu było mało wiatru i bardzo silny prąd, który przemielił Potwora i Jasia i pozbawił ich zapału do dalszego pływania. Ja z Maćkiem katowaliśmy dalej i zaliczyliśmy sporo fajnych lotów. Spotkany wczoraj Oszi po 5 halsach pierwszego dnia złamał deskę i resztę dnia szukał nowej.
Maciej Andrzejewski- Autor: Maciej Andrzejewski
- -













